-
Wybierz piątą historie:
- UPROWADZONY BACA
- HARLEJOWIEC
- ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA
- GOPR
- NAWIEDZONA STODOŁA
- WIELKOPOLANKA
- HOFFMAN
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- NAWIEDZONA STODOŁA, HARLEJOWIEC
- HOFFMAN, WIELKOPOLANKA, HARLEJOWIEC
- NAWIEDZONA STODOŁA, MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA, HOFFMAN, WAKACJE
- MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA, HOFFMAN, WAKACJE, UPROWADZONY BACA
- KONCERT "WILKÓW", POSZUKIWACZE SKARBÓW, UPROWADZONY BACA
- WAKACJE, HOFFMAN, WIELKOPOLANKA, MIEJSCE MOCY, NAWIEDZONA STODOŁA
- WIELKOPOLANKA, HOFFMAN, WAKACJE, UPROWADZONY BACA, HARLEJOWIEC
- HOFFMAN, WAKACJE, UPROWADZONY BACA, HARLEJOWIEC, POSZUKIWACZE SKARBÓW
- NAWIEDZONA STODOŁA, KONCERT "WILKÓW", GOPR, POSZUKIWACZE SKARBÓW, UPROWADZONY BACA
Moje opowieści
historie z moich okolic
Oto cztery wybrane historie
KONCERT "WILKÓW"
czwarta historia
Na imieninach u mojego kumpla było jak zwykle odjazdowo. Piotrek zawsze coś wymyśli, ale tym razem przeszedł samego siebie. Ostatnio, rok temu, było samo męskie towarzystwo, więc i męskie rozrywki, ze striptisem włącznie, ale tym razem każdy z nas miał przyjść ze swoją dziewczyną, więc przewidywałem że będzie spokojnie. Nic bardziej mylnego. Skubaniec ma jednak fantazję - zamówił sobie jeden z bardziej znanych zespołów rokowych. Gdyby mi ktoś powiedział, że na imprezie imieninowej u Piotrasa będę palił dżointy z Robertem Gawlińskim, to bym nie uwierzył. Było naprawdę super. Wynajęty pensjonat na całą noc i cały następny dzień i koncert "Wilków". Nasze dziewczyny były pod wrażeniem, a Piotr nie chciał powiedzieć, jak to zorganizował. Kto z naszych wspólnych znajomych może się pochwalić wspólnym zdjęciem z "Wilkami". Chyba nikt.
MIEJSCE MOCY
trzecia historia
W Szklarskiej Porębie Dolnej jest wiele miejsc szczególnych. Tutyści, którzy przyjeżdżają w Karkonosze i trafiają tutaj, najczęściej poruszają się tylko w obrębie Szklarskiej Górnej, a to duży błąd. W Dolnej byłem ostatnio i natknąłem sie na wspaniały pomnik przyrody. Olbrzymia, ponad siedemsetletnia lipa, to drzewo o około 3 metrach w obwodzie. Bardzo wysokie i rozłożyste, a znane w legendach i podaniach ludowych, jako lipa sądownicza. Wieszano tutaj ponoć różnych rzezimieszków, którzy zasłużyli sobie na odpowiednią karę. Niegdyś stało tu dodatkowo wykute w kamieniu koryto, w którym pojono konie, zatrzymujące się w cieniu drzewa na popas, ale gdzieś zniknęło - pewnie przydało się któremuś z miejscowych gospodarzy. Jakoś wciągnęło mnie to miejsce, bo też szczególnie się tu czułem. Przy lipie wyczuwałem silniejsze promieniowanie ziemi niż gdzie indziej - czyżby następne miejsce mocy?
POSZUKIWACZE SKARBÓW
drugia historia
Do poszukiwań skarbów w rejonie Leśnej namówił mnie mój kuzyn. Od lat się bardzo lubiliśmy, a nasi rodzice zawsze się tylko przejmowali, co nowego może nam strzelić do głowy. Tak wyrośliśmy już z głupich kawałów, ale mój kuzyn Franek, to i tak fantazję ma taką, jak przed laty. Kiedy zadzwonił do mnie, że ma niespodziankę, to mi aż szczena opadła. Okazało się, że będąc ze swoją dziewczyną na wakacjach w Karpaczu nasłuchał się miejscowych, którzy wiadomości mieli jeszcze lepsze od samego Wołoszańskiego. Dowiedział się, że na zamku Czocha Niemcy ukryli pokaźny skarb. Legenda, nie legenda, ale pelengator Franek pożyczył. Jak tak przesiedzieliśmy 2 dni i 2 noce w jakiejś studni w lesie obok zamku, do której przez przypadek wpadliśmy i nie moglismy się z niej wydobyć, to się nam poszukiwań odechciało. Co, by się z nami stało, gdyby nie miejscowy leśniczy? Trafiliśmy na łamy miejscowej gazetki, jako poszukiwacze-amatorzy i przedstawiono nas niekoniecznie w dobrym świetle. Już nigdy na poszukiwania skarbów, nigdy.
WAKACJE
pierwsza historia
To były moje najfajniejsze wakacje w życiu. Pojechaliśmy z moją dziewczyną w góry. Karkonosze są z naszego rodzinnego Poznania najbliżej, więc wybór był oczywisty. Szklarska Poręba była zapełniona do ostatniego łóżka - pensjonaty pękały w szwach i gdyby nie to, że my mieliśmy rezerwację to na pewno byłby problem. Schronisko na Szrenicy było akurat po remoncie, pierwszy sezon, a nam dostał się najładniejszy pokój. Aśka była zauroczona. Być w górach i mieszkać na samym szczycie, to było coś - coś z gatunku survivalu, przeżycia ekstremalnego, czy coś w tym rodzaju. Najbardziej pamiętać będziemy dzień, w którym zrobiliśmy sobie wycieczkę szczytami aż na Śnieżkę. Już wracaliśmy do schroniska, gdy w okolicach Łabskiego Szczytu złapała nas burza. Przez moment myśleliśmy, że z nami koniec. Nic nie wskazywało, że nas zastanie taka nawałnica, bo dzień był przecież słoneczny. Gdy piorun uderzył jakieś sto metrów od nas, Aśce serce prawie stanęło ze strachu, ale jakoś zeszliśmy do schroniska Pod łabskim Szczytem i tam przeczekaliśmy burzę. To moja najbardziej zatrważające przeżycie. Nigdy tego nie zapomnę.
