-
Wybierz piątą historie:
- WAKACJE
- HARLEJOWIEC
- ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA
- KONCERT "WILKÓW"
- NAWIEDZONA STODOŁA
- MIEJSCE MOCY
- HOFFMAN
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- HOFFMAN, MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA, KONCERT "WILKÓW"
- MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA, HOFFMAN, WAKACJE, UPROWADZONY BACA
- NAWIEDZONA STODOŁA, MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA, HOFFMAN, WAKACJE
- KONCERT "WILKÓW", GOPR, ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA, UPROWADZONY BACA
- WIELKOPOLANKA, HOFFMAN, WAKACJE, UPROWADZONY BACA, HARLEJOWIEC
- WIELKOPOLANKA, MIEJSCE MOCY, KONCERT "WILKÓW", UPROWADZONY BACA, WAKACJE
- POSZUKIWACZE SKARBÓW, HARLEJOWIEC, WIELKOPOLANKA, HOFFMAN
- GOPR, ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA, HARLEJOWIEC, WAKACJE
- KONCERT "WILKÓW", NAWIEDZONA STODOŁA, MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA, HOFFMAN
Moje opowieści
historie z moich okolic
Oto cztery wybrane historie
GOPR
czwarta historia
Nie pomyślałbym nigdy, że przytrafi mi się coś, o czym słyszy się czasami w oficjalnych komunikatach telewizyjnych. Oburzała mnie zawsze głupota ludzi, nieodpowiedzialność i narażanie inncyh na niebezpieczństwo, to też z niechęcią myślałem o śmiałkach, którzy hojrakują w górach i potem potrzebują pomocy. Ratownicy GOPR niosą pomoc każdej pory roku, zawsze ofiarnie, a mnie ta pomoc się bardzo przydała. Gdy byłem ze znajomymi na wakacjach w Szklarskiej Porębie, to przystałem na propozycję kolegów, byśmy poszli nie szlakiem, a na skróty. Głupota, której się teraz wstydzę, bo kto w górach na skróty chodzi, to droge sobie podwaja przecież. Wiedziałem o tym, a jednak nie okazałem się mądrzejszy. Gdy zabłądziliśmy, a kontakt ze światem był niemożliwy, bo telefonów nie mieliśmy, to na pomoc wyruszyło kilku ratowników i psy. Musieliśmy noc przeczekać w lesie i szczęście, że lato było ciepłe, to nie zamarzliśmy. Nie chciałbym już takiej przygody, nigdy.
UPROWADZONY BACA
trzecia historia
Do ostatniego dnia wakacji byliśmy w górach. Historia, którą przeżyliśmy mogłaby z powodzeniem posłużyć za scenariusz dla jakiegoś filmu. Ja i moja koleżanka pracowaliśmy w jednym z domów wczasowych w Karpaczu. Niezbyt to interesujące zajęcie, by w czas wolny od szkoły harować, ale nadarzyła się okazja, więc należało spróbować. Po pracy w jadalni i na zmywaku mieliśmy wieczory wolne. Z reguły wolne też były weekendy, więc z powodzeniem odkrywaliśmy wszelkie uroki Szklarskiej Poręby. Mieliśmy tam jeden ze swoich ulubionych pubów, w którym spotykaliśmy starego bacę- gawędziarza opowiadającego historie o górach. Jednego wieczora przechadzaliśmy się po Szklarskiej. Godzina była jeszcze za młoda, by się zwalić na kwaterę, ale było dobrze po zmroku. Nagle zauważyliśmy naszego bacę w odległości dobrych paruset metrów od nas. Biegł bardzo szybko w stronę naszego pubu i widziało się nam, że jest bardzo zmęczony. Nagle z przejeżdżającej czarnej Wołgi wysiadło 2 facetów i wciągnęli bacę do środka. Potem okazało się, że zaginął na dobre. Historia pachnie kryminałem.
POSZUKIWACZE SKARBÓW
drugia historia
Do poszukiwań skarbów w rejonie Leśnej namówił mnie mój kuzyn. Od lat się bardzo lubiliśmy, a nasi rodzice zawsze się tylko przejmowali, co nowego może nam strzelić do głowy. Tak wyrośliśmy już z głupich kawałów, ale mój kuzyn Franek, to i tak fantazję ma taką, jak przed laty. Kiedy zadzwonił do mnie, że ma niespodziankę, to mi aż szczena opadła. Okazało się, że będąc ze swoją dziewczyną na wakacjach w Karpaczu nasłuchał się miejscowych, którzy wiadomości mieli jeszcze lepsze od samego Wołoszańskiego. Dowiedział się, że na zamku Czocha Niemcy ukryli pokaźny skarb. Legenda, nie legenda, ale pelengator Franek pożyczył. Jak tak przesiedzieliśmy 2 dni i 2 noce w jakiejś studni w lesie obok zamku, do której przez przypadek wpadliśmy i nie moglismy się z niej wydobyć, to się nam poszukiwań odechciało. Co, by się z nami stało, gdyby nie miejscowy leśniczy? Trafiliśmy na łamy miejscowej gazetki, jako poszukiwacze-amatorzy i przedstawiono nas niekoniecznie w dobrym świetle. Już nigdy na poszukiwania skarbów, nigdy.
WIELKOPOLANKA
pierwsza historia
Tak piękny zakątek, jaki można zobaczyć na ulicy Wiejskiej w Szklarskiej Porębie, to się nie zdarza często. Stare, poniemieckie domy wkomponowane w las, a dodatkowo wyglądające na góry. Nawet ktoś tak wybredny, jak ja od razu rozkocha się w tych widokach. Zupełny odjazd, gdy przejdzie się do miejsca, gdzie w otoczeniu gąszczu starych rododendronów, na skraju starego lasu i z cudną panoramą na Śnieżne Kotły, stoi sobie pensjonat Wielkopolanka. To 3 przepiękne budynki, należące niegdyś do miejscowego Funduszu Wczasów Pracowniczych, a teraz sprzedane przez urząd miejski właścicielom prywatnym. Byłem tam ostatnio u znajomych na ognisku i muszę przyznać, że miałem wrażenie, jakbym znalazł się w zaczarowanym miejscu, znanym z gotyckich powieści. Miejsce urzekające i dodatkowo wiejące grozą. Gdyby żyła Agata Christie, to jej Poirot prowadziłby śledztwo właśnie tam.
