Moje opowieści

Polecamy:

Moje opowieści
historie z moich okolic

Oto cztery wybrane historie

KONCERT "WILKÓW"
czwarta historia

Na imieninach u mojego kumpla było jak zwykle odjazdowo. Piotrek zawsze coś wymyśli, ale tym razem przeszedł samego siebie. Ostatnio, rok temu, było samo męskie towarzystwo, więc i męskie rozrywki, ze striptisem włącznie, ale tym razem każdy z nas miał przyjść ze swoją dziewczyną, więc przewidywałem że będzie spokojnie. Nic bardziej mylnego. Skubaniec ma jednak fantazję - zamówił sobie jeden z bardziej znanych zespołów rokowych. Gdyby mi ktoś powiedział, że na imprezie imieninowej u Piotrasa będę palił dżointy z Robertem Gawlińskim, to bym nie uwierzył. Było naprawdę super. Wynajęty pensjonat na całą noc i cały następny dzień i koncert "Wilków". Nasze dziewczyny były pod wrażeniem, a Piotr nie chciał powiedzieć, jak to zorganizował. Kto z naszych wspólnych znajomych może się pochwalić wspólnym zdjęciem z "Wilkami". Chyba nikt.

POSZUKIWACZE SKARBÓW
trzecia historia

Do poszukiwań skarbów w rejonie Leśnej namówił mnie mój kuzyn. Od lat się bardzo lubiliśmy, a nasi rodzice zawsze się tylko przejmowali, co nowego może nam strzelić do głowy. Tak wyrośliśmy już z głupich kawałów, ale mój kuzyn Franek, to i tak fantazję ma taką, jak przed laty. Kiedy zadzwonił do mnie, że ma niespodziankę, to mi aż szczena opadła. Okazało się, że będąc ze swoją dziewczyną na wakacjach w Karpaczu nasłuchał się miejscowych, którzy wiadomości mieli jeszcze lepsze od samego Wołoszańskiego. Dowiedział się, że na zamku Czocha Niemcy ukryli pokaźny skarb. Legenda, nie legenda, ale pelengator Franek pożyczył. Jak tak przesiedzieliśmy 2 dni i 2 noce w jakiejś studni w lesie obok zamku, do której przez przypadek wpadliśmy i nie moglismy się z niej wydobyć, to się nam poszukiwań odechciało. Co, by się z nami stało, gdyby nie miejscowy leśniczy? Trafiliśmy na łamy miejscowej gazetki, jako poszukiwacze-amatorzy i przedstawiono nas niekoniecznie w dobrym świetle. Już nigdy na poszukiwania skarbów, nigdy.

GOPR
drugia historia

Nie pomyślałbym nigdy, że przytrafi mi się coś, o czym słyszy się czasami w oficjalnych komunikatach telewizyjnych. Oburzała mnie zawsze głupota ludzi, nieodpowiedzialność i narażanie inncyh na niebezpieczństwo, to też z niechęcią myślałem o śmiałkach, którzy hojrakują w górach i potem potrzebują pomocy. Ratownicy GOPR niosą pomoc każdej pory roku, zawsze ofiarnie, a mnie ta pomoc się bardzo przydała. Gdy byłem ze znajomymi na wakacjach w Szklarskiej Porębie, to przystałem na propozycję kolegów, byśmy poszli nie szlakiem, a na skróty. Głupota, której się teraz wstydzę, bo kto w górach na skróty chodzi, to droge sobie podwaja przecież. Wiedziałem o tym, a jednak nie okazałem się mądrzejszy. Gdy zabłądziliśmy, a kontakt ze światem był niemożliwy, bo telefonów nie mieliśmy, to na pomoc wyruszyło kilku ratowników i psy. Musieliśmy noc przeczekać w lesie i szczęście, że lato było ciepłe, to nie zamarzliśmy. Nie chciałbym już takiej przygody, nigdy.

WIELKOPOLANKA
pierwsza historia

Tak piękny zakątek, jaki można zobaczyć na ulicy Wiejskiej w Szklarskiej Porębie, to się nie zdarza często. Stare, poniemieckie domy wkomponowane w las, a dodatkowo wyglądające na góry. Nawet ktoś tak wybredny, jak ja od razu rozkocha się w tych widokach. Zupełny odjazd, gdy przejdzie się do miejsca, gdzie w otoczeniu gąszczu starych rododendronów, na skraju starego lasu i z cudną panoramą na Śnieżne Kotły, stoi sobie pensjonat Wielkopolanka. To 3 przepiękne budynki, należące niegdyś do miejscowego Funduszu Wczasów Pracowniczych, a teraz sprzedane przez urząd miejski właścicielom prywatnym. Byłem tam ostatnio u znajomych na ognisku i muszę przyznać, że miałem wrażenie, jakbym znalazł się w zaczarowanym miejscu, znanym z gotyckich powieści. Miejsce urzekające i dodatkowo wiejące grozą. Gdyby żyła Agata Christie, to jej Poirot prowadziłby śledztwo właśnie tam.