-
Gratulujemy wyboru!!
- WAKACJE
- KONCERT "WILKÓW"
- NAWIEDZONA STODOŁA
- MIEJSCE MOCY
- WIELKOPOLANKA
- HOFFMAN
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- HOFFMAN, KONCERT "WILKÓW", GOPR
- MIEJSCE MOCY, POSZUKIWACZE SKARBÓW, UPROWADZONY BACA, WAKACJE
- WIELKOPOLANKA, HOFFMAN, WAKACJE, UPROWADZONY BACA, HARLEJOWIEC
- GOPR, UPROWADZONY BACA
- NAWIEDZONA STODOŁA, MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA, HOFFMAN, WAKACJE
- MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA, HOFFMAN, WAKACJE, UPROWADZONY BACA
- GOPR, HARLEJOWIEC
- UPROWADZONY BACA, HARLEJOWIEC, HOFFMAN, POSZUKIWACZE SKARBÓW
Moje opowieści
historie z moich okolic
Gratulujemy wyboru:
GOPR
piąta historia
Nie pomyślałbym nigdy, że przytrafi mi się coś, o czym słyszy się czasami w oficjalnych komunikatach telewizyjnych. Oburzała mnie zawsze głupota ludzi, nieodpowiedzialność i narażanie inncyh na niebezpieczństwo, to też z niechęcią myślałem o śmiałkach, którzy hojrakują w górach i potem potrzebują pomocy. Ratownicy GOPR niosą pomoc każdej pory roku, zawsze ofiarnie, a mnie ta pomoc się bardzo przydała. Gdy byłem ze znajomymi na wakacjach w Szklarskiej Porębie, to przystałem na propozycję kolegów, byśmy poszli nie szlakiem, a na skróty. Głupota, której się teraz wstydzę, bo kto w górach na skróty chodzi, to droge sobie podwaja przecież. Wiedziałem o tym, a jednak nie okazałem się mądrzejszy. Gdy zabłądziliśmy, a kontakt ze światem był niemożliwy, bo telefonów nie mieliśmy, to na pomoc wyruszyło kilku ratowników i psy. Musieliśmy noc przeczekać w lesie i szczęście, że lato było ciepłe, to nie zamarzliśmy. Nie chciałbym już takiej przygody, nigdy.
ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA
czwarta historia
Do zawodów w płukaniu złotodajnego piasku namówiła mnie moja dziewczyna. Byliśmy akurat na wakacjach w Szklarskiej Porębie, gdy organizowano tam wiele imprez. Lato z radiową "trójką" ma ponoć zawsze wiele atrakcji, ale nigdy bym nie przypuszczał, że mogę być żywcem przeniesiony w ostatnie dekady XIX wieku na Alaskę. W tych górach złoto ponoć było, a i teraz spotyka się byłki tego drogocennego kruszcu, chociaż tylko śladowe ilości. Nie przeszkadza to jednak w organizacji tych zawodów. Zjechało się mnóstwo zapaleńców, takich którzy w imprezach tego typu uczestniczą nie tylko w Polsce, ale i innych krajach, i zaczęliśmy wypłukiwanie. Monotonna i żmudna praca, a do tego bardzo zimno w stopy, bo stoi się w wodzie, ale zawody wygrałem. 2 maluśkie kawałki, które wypłukałem były prawie niewidoczne, a i tak mój wynik był najlepszy. Załapałem bakcyla i jeżdżę po zawodach - dzięki mojej narzeczonej.
POSZUKIWACZE SKARBÓW
trzecia historia
Do poszukiwań skarbów w rejonie Leśnej namówił mnie mój kuzyn. Od lat się bardzo lubiliśmy, a nasi rodzice zawsze się tylko przejmowali, co nowego może nam strzelić do głowy. Tak wyrośliśmy już z głupich kawałów, ale mój kuzyn Franek, to i tak fantazję ma taką, jak przed laty. Kiedy zadzwonił do mnie, że ma niespodziankę, to mi aż szczena opadła. Okazało się, że będąc ze swoją dziewczyną na wakacjach w Karpaczu nasłuchał się miejscowych, którzy wiadomości mieli jeszcze lepsze od samego Wołoszańskiego. Dowiedział się, że na zamku Czocha Niemcy ukryli pokaźny skarb. Legenda, nie legenda, ale pelengator Franek pożyczył. Jak tak przesiedzieliśmy 2 dni i 2 noce w jakiejś studni w lesie obok zamku, do której przez przypadek wpadliśmy i nie moglismy się z niej wydobyć, to się nam poszukiwań odechciało. Co, by się z nami stało, gdyby nie miejscowy leśniczy? Trafiliśmy na łamy miejscowej gazetki, jako poszukiwacze-amatorzy i przedstawiono nas niekoniecznie w dobrym świetle. Już nigdy na poszukiwania skarbów, nigdy.
HARLEJOWIEC
drugia historia
W sierpniowym słońcu Szklarska Poręba skrzyła się przepięknie. A do tego te motory - prawdziwy odlot. Zawsze uwielbiałem motoryzację, ale największym uczuciem darzyłem motocykle. Kiedy dorosłem i nazbierałem na swój pierwszy motor, to od razu postanowiłem przyjechać na zlot motorów do Szklarskiej Poręby. Moi koledzy bywali już tu nie raz, a mnie tylko łezka się kręciła w oku, że jadą beze mnie. Teraz to ja nawet byłem lepszy, bo mój motor był o klasę lepszy od motorów kolegów, a do tego z bajerami. Na zlocie poznałem wielu chłopaków, którzy tak jak i ja ubóstwiali stalowe rumaki. Najbardziej przypadł mi do gustu Antek - równy chłop, a do tego harlejowiec. Wymieniliśmy się adresami, a Antek obiecał mi nawet, że pomoże znaleźć mi taniego harleja. Z marzeń tych się wyleczyłem na dobre, gdy w drodze powrotnej zaliczyłem drzewo i na kilka tygodni trafiłem do szpitala. Teraz to już tylko samochody, żadne motory.
UPROWADZONY BACA
pierwsza historia
Do ostatniego dnia wakacji byliśmy w górach. Historia, którą przeżyliśmy mogłaby z powodzeniem posłużyć za scenariusz dla jakiegoś filmu. Ja i moja koleżanka pracowaliśmy w jednym z domów wczasowych w Karpaczu. Niezbyt to interesujące zajęcie, by w czas wolny od szkoły harować, ale nadarzyła się okazja, więc należało spróbować. Po pracy w jadalni i na zmywaku mieliśmy wieczory wolne. Z reguły wolne też były weekendy, więc z powodzeniem odkrywaliśmy wszelkie uroki Szklarskiej Poręby. Mieliśmy tam jeden ze swoich ulubionych pubów, w którym spotykaliśmy starego bacę- gawędziarza opowiadającego historie o górach. Jednego wieczora przechadzaliśmy się po Szklarskiej. Godzina była jeszcze za młoda, by się zwalić na kwaterę, ale było dobrze po zmroku. Nagle zauważyliśmy naszego bacę w odległości dobrych paruset metrów od nas. Biegł bardzo szybko w stronę naszego pubu i widziało się nam, że jest bardzo zmęczony. Nagle z przejeżdżającej czarnej Wołgi wysiadło 2 facetów i wciągnęli bacę do środka. Potem okazało się, że zaginął na dobre. Historia pachnie kryminałem.
