-
Wybierz czwartą historie:
- WAKACJE
- HARLEJOWIEC
- POSZUKIWACZE SKARBÓW
- ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA
- GOPR
- MIEJSCE MOCY
- WIELKOPOLANKA
- HOFFMAN
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- WAKACJE, HOFFMAN, WIELKOPOLANKA, MIEJSCE MOCY, NAWIEDZONA STODOŁA
- NAWIEDZONA STODOŁA, GOPR, WAKACJE
- MIEJSCE MOCY, NAWIEDZONA STODOŁA, ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA, UPROWADZONY BACA
- HOFFMAN, HARLEJOWIEC
- HOFFMAN, WAKACJE, UPROWADZONY BACA, HARLEJOWIEC, POSZUKIWACZE SKARBÓW
- MIEJSCE MOCY, GOPR
- UPROWADZONY BACA, WAKACJE, HOFFMAN, WIELKOPOLANKA, MIEJSCE MOCY
- WIELKOPOLANKA, MIEJSCE MOCY, NAWIEDZONA STODOŁA, GOPR, WAKACJE
- HARLEJOWIEC, POSZUKIWACZE SKARBÓW, ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA, GOPR, KONCERT "WILKÓW"
- ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA, HOFFMAN, WAKACJE, POSZUKIWACZE SKARBÓW, NAWIEDZONA STODOŁA
- MIEJSCE MOCY, KONCERT "WILKÓW", GOPR, POSZUKIWACZE SKARBÓW, HARLEJOWIEC
- MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA, HOFFMAN, WAKACJE, UPROWADZONY BACA
Moje opowieści
historie z moich okolic
Oto trzy wybrane historie:
NAWIEDZONA STODOŁA
trzecia historia
W ostatni weekend pojechaliśmy z Aśką na rowery. Chcieliśmy sobie zrobić nocleg w plenerze, więc wzięliśmy ze sobą namiot. Plan mieliśmy ambitny - do zrobienia około 60 km, a do tego po drodze jeszcze zwiedzanie. Szkoda, że nam nie wyszło, ale dziwić się nie ma co. Traf chciał, że złapałem flaka w oponie i tylko szczęście, że w tej mieścinie mieli wulkanizację, a potem, to za długo zasiedzieliśmy się w kawiarence. Gdy było już wiadomo, że nie dotrzemy na nasze pole namiotowe, to załatwiliśmy sobie nocleg u gospodarza w stodole. Mieliśmy do wyboru i sadek, w którym mogliśmy rozbić namiot, ale wybraliśmy stodołę i siano. To była najgorsza decyzja w naszym życiu, bo stodoła była prawdziwie nawiedzona. Nie mogliśmy zasnąć, bo stale coś huczało, pukało i stukało, a na dodatek czuliśmy przy sobie zimny powiew czegoś nie z tej ziemi. Na drugi dzień uciekaliśmy aż się za nami kurzyło.
UPROWADZONY BACA
drugia historia
Do ostatniego dnia wakacji byliśmy w górach. Historia, którą przeżyliśmy mogłaby z powodzeniem posłużyć za scenariusz dla jakiegoś filmu. Ja i moja koleżanka pracowaliśmy w jednym z domów wczasowych w Karpaczu. Niezbyt to interesujące zajęcie, by w czas wolny od szkoły harować, ale nadarzyła się okazja, więc należało spróbować. Po pracy w jadalni i na zmywaku mieliśmy wieczory wolne. Z reguły wolne też były weekendy, więc z powodzeniem odkrywaliśmy wszelkie uroki Szklarskiej Poręby. Mieliśmy tam jeden ze swoich ulubionych pubów, w którym spotykaliśmy starego bacę- gawędziarza opowiadającego historie o górach. Jednego wieczora przechadzaliśmy się po Szklarskiej. Godzina była jeszcze za młoda, by się zwalić na kwaterę, ale było dobrze po zmroku. Nagle zauważyliśmy naszego bacę w odległości dobrych paruset metrów od nas. Biegł bardzo szybko w stronę naszego pubu i widziało się nam, że jest bardzo zmęczony. Nagle z przejeżdżającej czarnej Wołgi wysiadło 2 facetów i wciągnęli bacę do środka. Potem okazało się, że zaginął na dobre. Historia pachnie kryminałem.
KONCERT "WILKÓW"
pierwsza historia
Na imieninach u mojego kumpla było jak zwykle odjazdowo. Piotrek zawsze coś wymyśli, ale tym razem przeszedł samego siebie. Ostatnio, rok temu, było samo męskie towarzystwo, więc i męskie rozrywki, ze striptisem włącznie, ale tym razem każdy z nas miał przyjść ze swoją dziewczyną, więc przewidywałem że będzie spokojnie. Nic bardziej mylnego. Skubaniec ma jednak fantazję - zamówił sobie jeden z bardziej znanych zespołów rokowych. Gdyby mi ktoś powiedział, że na imprezie imieninowej u Piotrasa będę palił dżointy z Robertem Gawlińskim, to bym nie uwierzył. Było naprawdę super. Wynajęty pensjonat na całą noc i cały następny dzień i koncert "Wilków". Nasze dziewczyny były pod wrażeniem, a Piotr nie chciał powiedzieć, jak to zorganizował. Kto z naszych wspólnych znajomych może się pochwalić wspólnym zdjęciem z "Wilkami". Chyba nikt.
