-
Wybierz trzecią historie:
- WAKACJE
- HARLEJOWIEC
- POSZUKIWACZE SKARBÓW
- ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA
- GOPR
- KONCERT "WILKÓW"
- MIEJSCE MOCY
- WIELKOPOLANKA
- HOFFMAN
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- GOPR, KONCERT "WILKÓW", NAWIEDZONA STODOŁA, MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA
- NAWIEDZONA STODOŁA, MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA, HOFFMAN, WAKACJE
- HARLEJOWIEC, POSZUKIWACZE SKARBÓW, ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA, GOPR, KONCERT "WILKÓW"
- KONCERT "WILKÓW", UPROWADZONY BACA
- KONCERT "WILKÓW", NAWIEDZONA STODOŁA, MIEJSCE MOCY, WIELKOPOLANKA, HOFFMAN
- MIEJSCE MOCY, KONCERT "WILKÓW", GOPR, POSZUKIWACZE SKARBÓW, HARLEJOWIEC
- POSZUKIWACZE SKARBÓW, ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA, GOPR, KONCERT "WILKÓW", NAWIEDZONA STODOŁA
- ZAWODY W PŁUKANIU ZŁOTA, GOPR, KONCERT "WILKÓW", NAWIEDZONA STODOŁA, MIEJSCE MOCY
Moje opowieści
historie z moich okolic
Oto dwie wybrane historie:
UPROWADZONY BACA
drugia historia
Do ostatniego dnia wakacji byliśmy w górach. Historia, którą przeżyliśmy mogłaby z powodzeniem posłużyć za scenariusz dla jakiegoś filmu. Ja i moja koleżanka pracowaliśmy w jednym z domów wczasowych w Karpaczu. Niezbyt to interesujące zajęcie, by w czas wolny od szkoły harować, ale nadarzyła się okazja, więc należało spróbować. Po pracy w jadalni i na zmywaku mieliśmy wieczory wolne. Z reguły wolne też były weekendy, więc z powodzeniem odkrywaliśmy wszelkie uroki Szklarskiej Poręby. Mieliśmy tam jeden ze swoich ulubionych pubów, w którym spotykaliśmy starego bacę- gawędziarza opowiadającego historie o górach. Jednego wieczora przechadzaliśmy się po Szklarskiej. Godzina była jeszcze za młoda, by się zwalić na kwaterę, ale było dobrze po zmroku. Nagle zauważyliśmy naszego bacę w odległości dobrych paruset metrów od nas. Biegł bardzo szybko w stronę naszego pubu i widziało się nam, że jest bardzo zmęczony. Nagle z przejeżdżającej czarnej Wołgi wysiadło 2 facetów i wciągnęli bacę do środka. Potem okazało się, że zaginął na dobre. Historia pachnie kryminałem.
NAWIEDZONA STODOŁA
pierwsza historia
W ostatni weekend pojechaliśmy z Aśką na rowery. Chcieliśmy sobie zrobić nocleg w plenerze, więc wzięliśmy ze sobą namiot. Plan mieliśmy ambitny - do zrobienia około 60 km, a do tego po drodze jeszcze zwiedzanie. Szkoda, że nam nie wyszło, ale dziwić się nie ma co. Traf chciał, że złapałem flaka w oponie i tylko szczęście, że w tej mieścinie mieli wulkanizację, a potem, to za długo zasiedzieliśmy się w kawiarence. Gdy było już wiadomo, że nie dotrzemy na nasze pole namiotowe, to załatwiliśmy sobie nocleg u gospodarza w stodole. Mieliśmy do wyboru i sadek, w którym mogliśmy rozbić namiot, ale wybraliśmy stodołę i siano. To była najgorsza decyzja w naszym życiu, bo stodoła była prawdziwie nawiedzona. Nie mogliśmy zasnąć, bo stale coś huczało, pukało i stukało, a na dodatek czuliśmy przy sobie zimny powiew czegoś nie z tej ziemi. Na drugi dzień uciekaliśmy aż się za nami kurzyło.
